Wspominałem, że hostele to dziwne miejsca? Wczoraj jakiś ziomek do 3 rano kręcił się po pokoju. Dosłownie. Nie wiem, co on robił. Mam wrażenie, że przekładał rzeczy z miejsca na miejsce. I nic poza tym. Po co i na co? Niewiadomo. Jak mu się znudziło, to poszedł spać xD.
Rano do kościoła. I plan mam już w końcu jechać dalej. I plan diabli wzięli. Po drodze chciałem jeszcze zobaczyć kilka fajnych miejsc. Ale wedle mojej kalkulacji, jeśli wyruszę teraz, to dotrę tam po zmroku. Do tego zimno jest, dochodzi kwestia noclegu… Jeeeny. W dodatku gardło się znowu odzywa. Pfffff…
Rozwiązanie? Biorę jeszcze jedną noc w hostelu. Jak słowo daję, ostatnią. Ale wybieram miejscówkę, która jest przy samej wylotówce z miasta. Oszczędzi mi to niemało czasu jutro. Wspominałem, że transport tu to tragedia?
Po drodze ląduję w lokalnym barze, żeby coś przekąsić. Menu po rosyjsku. Więc na pewniaka wybieram pierwszą pozycję z listy, która zapisana w cyrylicy przypomina „kebap”. No i dostaję chlebek i grillowaną wołowinę na cebulce. To jest absolutnie przepyszne. Porcja dziecięca, ale jeśli dobrze liczę, to kosztuje… 7 zł. Co ja bym dał, żeby jeść tak dobrze za takie pieniądze w Polsce.
Zagadka ceny rozwiązuje się, kiedy trzeba zapłacić. Okazuje się, że pani przyniosła mi nie to, co wskazałem w menu. I cyk, cena dwa razy wyższa. Trochę się z babką kłócę, bo nie lubię takich akcji. Dobrze wiem, co pokazałem palcem na karcie. A babka swoje. Jeszcze się okazało, że chlebek był oddzielnie, choć ja o niego nie prosiłem. Cóż… Nie mam nastroju, żeby kłócić się o kilka złotych. Odpuszczam. Cena wciąż śmieszna, jak za (jak się okazuje) antrykot. Nie wiem, czy laska zrobiła mnie w jajo, czy się nie dogadaliśmy, ale było dobre, więc nie zamierzam sobie więcej zaprzątać tym głowy.

Dłuższy spacerek i docieram do miejsca dzisiejszego noclegu. Tu za hostel płacę niespełna 20 zł. Jeny, to niesamowite, że da się w ogóle żyć za takie marne pieniądze. Wiadomo, standard nie jest nie wiadomo jaki, ale niczego nie brakuje. Jest fajne, zasłaniane łóżko, sporo przestrzeni, tylko 3 osoby w 8-osobowym pokoju. Tyle tylko, że jesteśmy niedaleko głównej stacji kolejowej. Czasem trochę trzęsie. Ale szczerze powiedziawszy, nie robi to na mnie wrażenia. Wciąż pamiętam, jak spałem na kontenerowcu z częścią mieszkalną usadowioną przy samej maszynowni. Drgania tutaj to małe piwo.
Trochę poogarniam rzeczy i idę spać. Trzeba odpoczywać, żeby się w końcu wyleczyć i mieć siłę na jutro. Jutro już w drogę. Na pewno.
