Michael Travel
  • Home
  • Płaska Ziemia
  • Albumy
  • Info & Kontakt
2024-11-12 przez MikolajTD

Dzień 62 – 11.11.

Dzień 62 – 11.11.
2024-11-12 przez MikolajTD

„Jeszcze Polska nie zginęła…”

Nie lubię naszego hymnu. Czy tylko ja mam wrażenie, że zaczynanie od „jeszcze” trochę zakłada, że kiedyś jednak zginie? Zarówno „Rota,” jak i „Bogurodzica” biją Mazurek na głowę zarówno pod względem treści, jak i melodii. Tzn. moim zdaniem. Bo ja ani o historii, ani o literaturze, ani tym bardziej o muzyce za dużego pojęcia nie mam. Ale żeby tak kiedyś zmienili ten hymn… marzenia…

Mam okazję przyjrzeć się kazachskiej wsi za dnia. Ta jest… skromna. W zasadzie, to taka biedna wiocha. Jak zajdzie słońce, to czuć radziecki postapokaliptyczny klimat.

Czy tylko ja się zastanawiam, czy w ogóle jestem patriotą? Może to kwestia nomenklatury. Ale nie jest to dla mnie jakieś oczywiste. Zasadniczo chciałbym, żeby interes narodowy mojego kraju nie był realizowany kosztem innego. No ale przy tym jestem mniej więcej świadom zasad i realiów międzynarodowej, politycznej gry. Miło by było, jakby wszystkim na świecie było miło. No ale też Polska to jedyny kraj, wobec którego czuję się jakoś realnie zobowiązany (bo się czuję), w którym jest mi najlepiej i na którym zależy mi najbardziej. Ale chyba nie z wdzięczności za otrzymaną edukację, aparat państwowy czy nawet historię lub dziedzictwo pokoleń. Ale po prostu dlatego, że wszyscy, których kocham, w niej mieszkają. W mojej pięknej, poranionej, kochanej, trudnej, wspaniałej i niedoskonałej Polsce. Już trochę tęsknię 🙂

Tyle wstawki patriotycznej, więcej nie będzie 😉

Czas jechać do Chin. Gardła ni głowy już prawie nie czuję. Pogoda piękna jak wczoraj. Jesień w Kazachstanie potrafi zachwycić. Jest raczej błotnista, ale w blasku słońca ma swój urok.

Mam mały dylemat. Mogę jechać przez park narodowy albo wybrać trasę w pobliżu Kanionu Szaryńskiego. Ten drugi to jedna z wizytówek Kazachstanu. Ale wybór pada na pierwszą opcję. Głównie dlatego, że akurat w tamtym kierunku jedzie mój kierowca. Ogólnie gdybym był w Kazachstanie w trochę cieplejszej porze roku, to pewnie szarpnąłbym się na oba i przenocował gdzieś po drodze. No ale mamy już prawie połowę listopada…

Trasa idzie sprawnie. Kilka samochodów i już jestem w połowie drogi. Czuję, że jest dobrze. Że tego mi było trzeba. W końcu ruszyć. W końcu znowu być w trasie. Od razu jakoś tak człowiek czuje, że żyje. Nawet pomimo iż trochę chory.

Trochę zastanawiam się, czy nie przeciągnąłem za bardzo tego czasu w Almatach, czy bardziej ogólnie w Kazachstanie. Ostatecznie przeleżałem cały ostatni tydzień. Straciłem niezłe okno pogodowe. No ale nic. Nie ma co gdybać. Trzeba jechać i tyle.

W budynku bez okien wcale nie musi być cieplej niż w namiocie.

Odkrywam trochę inny Kazachstan. Tutaj wioski rozmieszczone są wzdłuż głównej drogi, a nie w wyraźnej odległości od niej. Mam okazję przyjrzeć się kazachskiej wsi za dnia. Ta jest… skromna. W zasadzie, to taka biedna wiocha. Jak zajdzie słońce, to czuć radziecki postapokaliptyczny klimat. Trochę jak na porzuconym PGR. Co wielu też może się podobać. I ma w sobie coś dziwnie pociągającego.

Pierwszy raz (chyba) jadę autostopową wywrotką. Niby nic, ale kierowca jedzie na szczyt pobliskiej góry nabrać ładunku. Tzn. kamieni. No i fajnie. Nigdy jeszcze nie byłem świadkiem ładowania wywrotki kamieniami 🙂 A co jeszcze fajniejsze, ze wspomnianego szczytu widać idealnie wspomniany wcześniej park narodowy. I ogólnie mamy tu ładne widoczki.

Przez sam park przejeżdżam już z inną ekipą i niestety nie mam warunków, żeby porobić jakieś sensowne foty. Ale ogólnie jest pięknie. Ta „końcówka” Kazachstanu wygląda dokładnie tak, jak sobie ten kraj wyobrażałem przed przyjazdem. Są stepy i równiny, na których horyzoncie znajdują się góry. Taki obraz Kazachstanu miałem z fot w internecie. No ale wygląda na to, że pasuje on tylko do małej części tego wielkiego państwa.

Około 17.00 dojeżdżamy do Żarkent. Stąd już tylko 30 km do samych Chin. Lokalsi mi mówią, że już za późno i nie zdołam przekroczyć granicy. No ja bym też wolał to zrobić raczej rano niż wieczorem.

Przyjemnie nie jest. O 17.00 jest już kompletnie ciemno. A w dodatku miasto jest praktycznie nieoświetlone. Mam wrażenie, że jest środek nocy. To taki moment, w którym wielu mogłoby się trochę podłamać. Niezrealizowany plan, ciemno, zimno, głodno, do domu daleko i nie wiadomo gdzie spać. Ale ja już byłem zdecydowanie zbyt wiele razy w dużo mniej przyjaznych sytuacjach, żeby mnie to jakkolwiek ruszało. Mam jakieś 6 h, żeby się jakoś ogarnąć. Rozwiązanie? Piszę do wszystkich profili, które znajduję na Couchsurfingu w okolicy. Szansa, że ktoś odpowie, niewielka, ale też spróbować nie zaszkodzi. Opcja kolejna to popukać do lokalnych duchownych. Na nocleg w meczecie to nie liczę. Nie po akcji w Turcji xD. Wokół lokalnego kościoła prawosławnego (swoją drogą bardzo ładnego) nie znajduję niczego, co przypominałoby parafię lub miejsce mieszkania popa. W Googlach jest też coś, co wygląda na kościół katolicki, ale to raczej malutka wspólnota korzystająca z mieszkania. Kościoła brak. Księdza też pewnie nie ma w mieście. Lokalne hotele nie zachwycają ofertą. Ale za to jest hipermarket. Można zrobić sensowne zakupy.

Zeszło mi się w mieście ze dwie godziny. Ostatecznie decyduję się podjechać jak najbliżej granicy i iść spać w namiocie. Plan się udaje. Wieczorem jeszcze się zastanawiam, czy nie skorzystać z dachu lokalnej, nieskończonej budowy. Ochrony ani monitoringu nie widzę. Ale rezygnuję z tego pomysłu. W budynku bez okien wcale nie musi być cieplej niż w namiocie. Prognoza mówi, że padać nie będzie. Nie ma co ryzykować. Nocka chłodna. Trzeba się dobrze przygotować. Ciepłe skarpety, czapka… No i ostatecznie w namiocie wcale nie jest zimno 🙂

Nie był to może jakiś najprzyjemniejszy wieczór wyjazdu, ale teraz jest bardzo komfortowo. Można spać 🙂

[modula id=”448″]

Poprzedni artykułDzień 61Następny artykuł Dzień 63

2 komentarzy

Arek pisze:
2024-11-13 o 17:57

Pozdrowienia z Warszawy. Fajna norka!

Odpowiedz
Michał pisze:
2024-12-14 o 09:40

Dziękuję serdecznie
Fajna, skuteczna, wierna i dzielna. Pozdrawiam z tajskiej knajpy na końcu świata:)

Odpowiedz

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O Blogu

Jestem Michał, dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

Ostatnie wpisy

Pierwszy Vlog! Dzień 3582025-09-16
Dni 351 – 360 – Wrestling, moja przyszłość!2025-09-12
Dni 348 – 350 – Wśród kosmitów2025-09-08

Telefonik: +48 69dwa 4ysta98 sto20

Fundacja: Józefa Strusia 13a, Warszawa

Rife Free WordPress Theme ❤ Made by Apollo13Themes.com

Jestem Michał,

dla znajomych – Topiś, dla mamy – ukochane dziecko, dla sióstr – głupek lub miś, a dla wielu – obieżyświat.

RAAM
Gibraltar
Malta